Skończyłam studia - i co dalej?

Odbierając dyplom na uczelni mieszały się we mnie dwa nieznośnie dokuczliwe uczucia - uczucie spełnienia, które trwa we mnie do teraz oraz uczucie niepokoju - bo co ja teraz będę robić? Myślę, że nie tylko ja miewam takie odczucia po zakończeniu studiów i jest nas tu więcej.

Dzień przed pojechaniem na uczelnię po odbiór dyplomu siedziałam na balkonie z kubkiem kawy i miałam łzy w oczach. Snułam się cały dzień po domu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Coś było nie tak, jakoś niewygodnie, nieswojo. Zrozumiałam, że właśnie jutro odbiorę dokument, który potwierdzi fakt, że moje życie nie będzie już takie jak dawniej

Bo wiecie, po szkole pomimo podjęcia jakiejś dorywczej pracy poszłam na studia. Nauka była częścią mojego życia, byłam studentką oraz pracownikiem. Nauczyłam się godzić te dwie role ze sobą przez 5 lat. Nauczyłam się organizować czas, planować zajęcia, podejmować nowe czynności, a znalazłam nawet w tym napiętym okresie swoje nowe hobby.

Skończyło się

W tym roku udało mi się ukończyć jeden z postawionych sobie celów edukacyjnych - skończyłam studia magisterskie z podyplomowymi i mogę powiedzieć, że tym samym także skończyłam pewien etap w swoim życiu. Nie będzie już zajętych weekendów, nauki po pracy, spotkań ze znajomymi na uczelni, ulubionych i znienawidzonych zajęć, prawa do narzekania, że jest mi ciężko i kiedy w końcu skończę studia. 

Właśnie się skończyły, a ja z jednej strony czuję ogromną ulgę, ale z drugiej odczuwam pewien lęk, że coś co było nieodzowną częścią mojego życia właśnie minęło i raczej już nie wróci. Choć ostatnio wahałam się nad podjęciem kolejnej podyplomówki. Jednak nie mogę i nie chcę tego etapu w życiu przeciągać w nieskończoność. Czas skończyć z wplataniem młodzieńczych akcentów w dorosłej rzeczywistości. 

Zrzucenie ciężaru

Końcówka studiów była dla mnie bardzo ciężka. Musiałam porzucić wiele spraw, by zająć się pisaniem pracy dyplomowej oraz nauką w czasach pandemii, a było jej znacznie więcej niż w czasach "przed pandemią" - więcej zadań do wykonania, które przeważnie robiliśmy wspólnie na zajęciach. Do tego sytuacja w pracy nie pozwalała mi na złapanie oddechu - nowe obowiązki, reorganizacje. Stres w ostatnim okresie odcisnął piętno na moim nastawieniu do wielu spraw i ludzi. 

Po ostatnich poprawkach, szykując pracę do oprawienia i wysłania na uczelnię nie odczuwałam tego, że niedługo moje życie się zmieni. Wciąż wisiała nade mną chmura sprzecznych myśli i uczuć oraz zmęczenie. Tydzień przed obroną zleciał niesamowicie szybko, jak i sama obrona. Po samej obronie odczułam ulgę, jakby cały ostatni ciężar obowiązków ze mnie spadł. To uczucie zostało mi do chwili obecnej, czuję się wolna i mam więcej czasu dla siebie. 

Jednakże w głowie pojawiło się wiele pytań - co teraz? co dalej? jak zapełnić te wolne godziny?


Lęk przed nieznanym

To, co mi pozostało to niekończący się remont mieszkania, praca, moje pasje i nieznane. Co do remontu, to wciąż wierzę, że "zaskakujący" rok 2020 zaskoczy mnie i w tej kwestii i uda mi się na koniec roku przeprowadzić do swojego mieszkanka. Właśnie trwają ostatnie prace wykończeniowe, pozostanie meblowanie, które póki co kojarzy mi się tylko z ponoszeniem kolejnych wielkich kosztów, haha! Kilka lat wstecz myślałam, że będzie to prostsze.

Mogę się w końcu skupić na rozwoju zawodowym, podnoszeniu siebie samej na szczeblach kariery lub całkowicie zmienić kierunek i obrać coś nowego. Jest przede mną wiele możliwości, na których w końcu mogę się skupić.

Wiele moich pasji czy zainteresowań odeszło na drugi plan lub nawet dalszy w ostatnim czasie i mam możliwość powrotu do nich. Jednak z perspektywy czasu wiele się pozmieniało i zaczęłam się mocno zastanawiać, czy jest do czego wracać.

Odczuwam niepokój, gdy myślę o zmianach i o czymś nowym, jednak traktuję to odczucie całkowicie normalnie. Nie jest to przecież nic złego. 

Cieszę się z tego, że miałam możliwość zadbania o swój rozwój i ukończyłam studia. Jestem z siebie w stu procentach zadowolona. Mam pracę, zaraz własne cztery ściany i swój kąt. Nabyłam sporo doświadczenia i czuję, że osiągnęłam pewną stabilność w życiu. Niemniej jednak tuż za mną stoi moja niepewność, czy tak moja droga powinna się toczyć, czy może inaczej, czy to, co teraz robię będę mogła robić przez wiele lat. Strach przed nieznanym, lęk przez nowością i zmianą - powinno napędzać do działania, czyż nie? Póki co, trzymam się myśli, że jeżeli wypłynę na głęboką wodę, poradzę sobie - w końcu droga powrotna jest łatwiejsza od tej, którą się płynęło w nieznane, czyż nie?

Dodaj komentarz

Nowsza Starsza