Przejdź do głównej zawartości

NIE PRZEGAP!

JAK TO JEST Z TYMI WYMÓWKAMI + 2 PREZENTY DLA WAS! | KOLEKCJA POGLĄDÓW Z TPP

Na wstępie chciałabym się Wam do czegoś przyznać. Stosuję wymówki, są dla mojego lenistwa najlepszą formą obrony przed zrobieniem czegokolwiek.

ŻYCIE W DWÓCH ŚWIATACH – ON I OFF | KOLEKCJA POGLĄDÓW Z TPP



Żyjemy w czasach, w których rozmowa skype zastępuje rozmowę twarzą w twarz, wymiana kilku SMS-ów jak wspaniała i długa konserwacja, a status na Fejsie pokazuje, jak Ci się wiedzie w życiu. Chwalimy się zdjęciami, urywkami kilku zaaranżowanych chwil, chcemy pokazać się z jak najlepszej stron (bo przecież każdy z nas uważa, że jest super mega fajny), ale… inni też chcą tacy być. Idealni…

Uważam, że z każdej sytuacji należy wyciągać pozytywne strony, choćby nie wiem jak patowa ona była. Przez dłuższy czas byłam na L4, w związku z moją chorobą i złym diagnozowaniem, przesiedziałam 2 tygodnie, a choroba ciągnęła się 3. Jednak jakby nie patrzeć miałam bardzo dużo czasu na… obserwację. Miałam okazję być obserwatorem życia, mojego otoczenia bliższego i dalszego, tego co się dookoła mnie dzieje, wśród moich bliskich i wyciągnąć z tego pewne wnioski.

Po pogrubionym wstępnie do dzisiejszego wpisu pewnie wiecie już lub może się domyślacie do czego zmierzam – do kilku spraw, które ostatnio kują mnie w oczy tak bardzo, że zaczyna mi brzydnieć ten cały świat online. Na co dzień zdecydowaną większość czasu spędzamy w sieci, jesteśmy non stop online. Przed snem przeglądamy Instagrama, patrzymy co u znajomych na Facebooku. Swoją drogą jak dla mnie to zwykłe szpiegowanie, co u kogo słychać i sprawdzanie, porównywanie ze sobą. Zamiast porozmawiać, zapytać „jak leci?” łatwiej jest w roli tajniaka sprawdzać cudzą aktywność w mediach i w najgorszym przypadku, tak samo anonimowo mścić się za to, że ktoś ma lepiej, często nie myśląc ile pracy ten ktoś musiał włożyć, aby mieć to, co ma. Wracając do tematu, ile z Was rano sprawdza czy nie ma wiadomości z nocy? Ile z Was patrzy, co nowego się wydarzyło? (nocą!) Przyznać się bez ściemy. Ja tak robię. Nie wiem czemu, ale robię – może z przyzwyczajenia, może pozostają we mnie wciąż stare nawyki. Są dni, że zaczynam swój dzień od wyłączenia budzika i sprawdzenia, czy ktoś w nocy do mnie nie pisał, co wydaje mi się teraz co najmniej absurdalne! Bo kto normalny pisze do kogoś w nocy? No, chyba że ma nocną zmianę i bardzo mu się w pracy nudzi.

Na studiach…
Na studiach zaobserwowałam pewien fakt. Przychodzi czas przerwy – na lunch, na szybkie siku, na załatwienie jakichś spraw w dziekanacie, na przygotowanie do dalszej części zajęć lub na całkiem nowe. To jest średnio 15 minut lub pół godziny. Jakby tak usiąść teraz z zegarkiem w ręce i zacząć odliczać te 30 minut. Po dwóch ja już wymiękam, wydaje się to strasznie długo. Mając tyle czasu można zrobić naprawę wiele. Jak napisałam wcześniej przerwa jest po COŚ. Tylko, że często to COŚ jest zastąpione siedzeniem przed salą i wgapianiem się w swój telefon. Czasami bywało tak, że wszystkie cztery siedziałyśmy w bufecie, każda jadła coś swojego i scrollowała swój telefon – jedna Fejsa, druga Instagrama, trzecia szukała wyprzedaży, choć i tak z nich nie skorzysta, bo przecież weekend siedzi w szkole od rana do nocy. Zero rozmowy, cztery głowy skupione na małych ekranikach. Kiedyś, jak zwróciłam na to uwagę, metaforycznie opadły mi ręce i odłożyłam telefon jak poparzona, patrząc na wciąż przejęte rzeczami wirtualnymi koleżanki.
Pomimo tej sytuacji, przeraża mnie też to, że wszystko jest teraz online. Oceny, plan zajęć, ściągi… Jeżeli nie należę do grupy ze studiów na Fejsie to nie wiem, co się w ogóle dzieje (mam taki Fejsowy detoks, ale o tym powiem za chwilę).

Wirtualne dzieci…
Gdy ja byłam dzieckiem, moim cudownym i najważniejszym priorytetem zawsze było to, aby wiecznie było lato i abym wiecznie mogła się bawić na podwórku. To był mój must have w moich dziecięcych latach. Każda wolna chwila była przeznaczona na zabawy na trzepaku, skakanie w gumę, na skakance, robienie zawodów, kto dalej przebiegnie, granie w piłkę, gra w klasy, chowanego i mogłabym dużo tego wymieniać. Uwielbiałam to i wspominam te czasy bardzo miło. Przykro mi się robi, gdy patrzę na dzieci sąsiadów, które większość wolnego czasu może i spędzają na podwórku, ale z telefonem w nosie, a jak już się bawią to… w życiu takich wulgarnych zabaw nie widziałam i nie znałam, będąc w ich wieku. Przekleństwa słychać co ileś zdań, a cytując „oral czy anal – ja Ci doradzę” pochodzą z ust dziecka z dobrego domu, gdzie pieniędzy nie brakuje, mama wygląda jak modelka, a tato dobrze zarabia. Nie widać, aby nie interesowali się swoimi dziećmi. Niestety, do dziś słysząc w uszach słowa mojego małoletniego sąsiada, czuję obrzydzenie. Wyobrażam sobie, co ogląda i czego szuka w sieci, czym interesują się jego koledzy… Dzieci w tych czasach są… nad wyraz „dorosłe”, ale jednak z odwagą dziecka. Mówią wiele rzeczy, często nie zdając sobie sprawy z tego, co wypowiadają do drugiej osoby. Czy rodzice tego nie zauważają, czy nie chcą widzieć?


Blog, media…
Odsuwając się ostatnio od pisania tutaj, od tego pędu jaki sobie (sama) narzuciłam zauważyłam, że mimo tego, że nie udzielam się tyle na innych blogach, ruch na moim blogu jest bez zmian, tzn. statystyki ku mojemu zdziwieniu wciąż były wysokie. Nie musiałam być, żeby żyć. W przenośni oczywiście, bo chodzi tu o życie bloga w sieci. Mając przerwę zaczęłam się przyglądać temu, jak wygląda to całe „bycie w mediach”. Konta, które kupują followersów, wymuszanie lajków, niektórzy (mało doświadczeni) piszą Ci wprost propozycję wymiany follow czy lajka… Brak słów. Nie ma nic już za darmo, nie ma ludzi bezinteresownych. Wszyscy muszą być super fajni, najlepsi i zapominają, że królowa w danej dziedzinie może być tylko jedna, reszta to jej wierne kopie i zamienniki.

Urojony brak czasu…
Osobiście przeraża mnie to, jak ktoś wypowiada słowa „nie mam czasu”, „ostatnio mam tyle na głowie, że nie wiem w co ręce włożyć” i ciągle siedzi z nosem w telefonie. Jak taka osoba może mieć czas, jak ciągle czegoś szuka w sieci? Te osoby poszukują porad, szukają wzorów do naśladowania i tym samym marnują swój cenny czas. Czas, który już nie wróci, nie powtórzy się jak serial. Planują, a nie działają. Chcą, ale nie mogą – bo mają przyklejony telefon do ręki i stają się niepełnosprawni (nie w pełni sprawni; nie mylić z osobami z niepełnosprawnością!).

Ludzie nie mają czasu na śniadanie – bo śniadanie musi wylądować na Insta, już! w tej chwili, bo to nie może zaczekać!

Ludzie nie mają czasu na rozmowę – bo boją się otworzyć przed drugim człowiekiem, spojrzeć w oczy. Kto by pomyślał, że teraz zrywa się z drugą osobą znajomość przez sms, głównie ze strachu odbycia takiej rozmowy w rzeczywistości. Ludzie nie rozmawiają, bo piszą, czatują, odpowiadają na maile twierdząc, że właśnie „rozmawiają”.

Ludzie nie mają czasu na spacer, aktywność, na bycie sobą w pełni, bycie naturalnym. Kiedyś kolega obraził się na mnie za to, że wątpię w siebie. Początkowo nie rozumiałam jego postawy, bo jak można się za coś takiego obrazić, przecież nic mu nie zrobiłam. Jednak potem, podczas rozmowy wyjaśnił mi, że wkurza go to, że tak mało w siebie wierzę i się nie doceniam. Oglądam wypucowane laski na Instagramie i się porównuję do nich, bo mają więcej z przodu, z tyłu, a mniej po środku itp. I zrozumiałam, że może wcale nie jest tak źle, jak czasami mi się wydaje. I nie piszcie mi tutaj, że jak ja mogę w siebie nie wierzyć – mogę, po prostu. Jestem człowiekiem, z zaletami i wadami. Mogę wszystko i też mam chwile zwątpienia. Ludzie zamartwiają się tym, że rzeczywistość nie jest taka, jak zaaranżowana wirtualność.


DETOKS
Wspominałam Wam o tym, że jestem na Fejsbukowym detoksie. Jeżeli dobrze sięgam pamięcią, to mój detoks trwa już rok. W teorii wygląda to tak, że nie korzystam z niego, mimo że posiadam konto. W praktyce wygląda to tak, że posiadam konto wyłącznie ze względu na kontakt z ludźmi ze studiów, którzy od czasu do czasu wrzucą coś sensownego na grupę. Na co dzień wcale tam nie wchodzę. Po roku czasu takiego odwyku muszę Wam powiedzieć, że robię dużo więcej rzeczy niż wcześniej, mam wolniejszą głowę (nie mam już takiego nadmiaru informacji, które były głównie totalnymi bzdurami), mam czas na pasje i inne rzeczy. Nie martwi mnie to, że moi znajomi siedzą głównie tam – najwidoczniej nam nie jest po drodze, a ja wybieram bycie tu i teraz, a nie spotkanie kiedyś tam w przyszłości.

APLIKACJA DO WALKI Z UZALEŻNIENIEM - Forest
Pokazała mi ją jakiś czas temu Ada, gdy po raz któryś podczas pisemnej rozmowy oznajmiła mi, że idzie sadzić drzewo. Okej – raz zrozumiem, ale co dnia sadzić drzewo? To nie można posadzić kilku na raz? Zastanawiałam się jakiś czas, o co w tym wszystkim chodzi, aż mnie oświeciła. Chodzi o aplikację na telefon o nazwie Forest. Chodzi w niej o to, że ustawiasz sobie okres czasu, jaki chcesz poświęcić na sadzenie drzewa. W trakcie jego sadzenia musisz mieć wyłączony Internet i wszystkie aplikacje – pisząc wprost, odstaw telefon i zajmij się czymś pożytecznym. Spodobał mi się pomysł sadzenia drzew, więc sama zaczęłam tworzyć swój las.

CZAS JEST CENNY
Co robię, gdy nie mam telefonu w ręce? Wszystko to, co planowałam robić. Myślę, że ważne jest to, aby wykorzystywać swój czas jak najlepiej i zamiast być ciągle online, pobyć trochę off-line. Jak się rozejrzysz, jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, ale ich nie widzisz, bo masz przed oczami multum informacji zawartych na ekranie smartfona.

Jeżeli w ostatnim czasie długo siedziałam przed komputerem (bo taką mam pracę), to popołudniu staram się być jak najdalej od urządzeń tego rodzaju: idę na siłownię, rozciągam się w domu, sięgam po książkę, planuję w kalendarzu przyszły tydzień, sprawdzam notatki ze szkoły, buszuję w kuchni, śpię. Ostatnio dość często wykorzystuję każdą wolną chwilę na sen, tak bardzo mi go czasem brakuje. Regeneruję swój organizm i wprowadzam do życia różnorodność. Chcę, aby mój wolny czas był wykorzystany efektywnie, a nie biernie. 
Efektywnie, znaczy że poczuję efekt tego, co robiłam, ale nie oznacza to też, że jest to czas wykorzystany aktywnie, bo mogę właśnie np. spać. Regeneracja organizmu jest o wiele bardziej efektywna od zmuszania się do czynności, których ze względu na zmęczenie nie zrobiłabym tak, jak tego oczekuję
Dawniej ludzie radzili sobie bez Internetu, potrafili się kontaktować na odległość, mieli pasje, hobby, różne zajęcia w ciągu dnia. Da się, uwierz mi. Obecnie staram się wprowadzić do swojego tygodniowego grafiku stos książek oczekujących na moje zainteresowanie. Sesja na studiach się skończyła, mam trochę oddechu więc chciałabym więcej czytać, pisać, tworzyć, robić kreatywne rzeczy.

Na koniec mam do Was pytanie? Ile Wy dziennie spędzacie czasu w sieci? Macie jakieś niezdrowe nawyki, które chcielibyście wyeliminować? Co myślicie o ciągłym byciu online – jaki ma wpływ na nasze życie? Podzielcie się w komentarzu, zachęcam wszystkich do dyskusji.

Komentarze

  1. Ponieważ pracuję zdalnie czasem i po 10h spędzam przed komputerem będąc on-line. Na szczęście nie mam czegoś takiego, że muszę co chwilę sprawdzać telefon. Moi znajomi wiedzą, ze podczas spotkań ze mną nie ma wgapiania się w telefon, bo ja po drugim zwróceniu uwagi potrafię wstać i wyjść. Wychodzę z założenia, że albo ja albo telefon. Nie można mieć jednego i drugiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba też zacznę stosować taką praktykę 😂 ale najpierw uprzedzę o niej, żeby potem dziwne rzeczy nie wyszły

      Usuń
  2. Akurat nigdy nie byłam nazwyjmi to uzależniona od FB lub Insta. Mam bo mam. Fb służy mi tylko do wiadomości ze znajomymi, insta lubię często można znaleźć dobrą motywację, ciekawe przepisy itp. Kiedyś przed spaniem zawsze przeglądałam co tam się dzieje w wirtualnym świecie. Jednak udało mi się zmienić ten nawyk. Przede wszystkim nie jestem rozproszona przed snem i o wiele szybciej usypiam. Staram się wszystko w miarę rozgraniczać. Na szczęście moja praca pozwala mi na duży kontakt z drugim człowiekiem. Fajnie tak wrócić do korzeni. Czasów jak było się dzieckiem i nie było takiej technologii. Chciałaś się spotkać z koleżanką? nie zostało Ci nic innego jak pójść, zadzwonić na domofon ' Przepraszam, jest może Kasia?? '. Jakie kiedyś życie było prostsze pod pewnymi względami. Faktycznie gdy ktoś był ciekawy co się dzieje u drugiej osoby.. szedł i rozmawiał a teraz wystarczy zajrzeć na social media.

    OdpowiedzUsuń
  3. O jaaa, ale mi teraz przypomniałaś: skakanie w gumę, na skakance, gra w dwa ognie, w kosza i czas spędzany na trzepaku - tak było :) my to jednak mieliśmy fajne dzieciństwo :)

    Zgadzam się z tym, że dzięki mediom społecznościowym można w roli "tajniaka" dowiedzieć się co słychać u znajomych. I to w bardzo prosty sposób. Wystarczy uruchomić odpowiednią aplikację w telefonie i już jesteśmy na bieżąco. Z drugiej jednak strony....znajomi sami zdecydowali się pewne rzeczy ze swojego życia upublicznić. Zresztą ostatnio obserwuję niepokojący trend upubliczniania wszystkiego, co się tylko da.

    Dziwne to czasy, gdy ludzie dziękują sobie pisząc na dany temat posty na facebooku, a koledzy i koleżanki pamiętają o naszych urodzinach tylko dlatego, że -wspomniany już wcześniej facebook- im o nich przypomniał....

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety też sama muszę się przyznać, że np. przeglądania Instagrama przed snem nie potrafię się oduczyć, ogólnie jestem pewnie w jakiś sposób przyzwyczajona do sprawdzania co jakiś czas tego fejsa czy insta. Patrzę też na to przez pracę, jestem grafikiem więc czasu przed ekranem spędzam naprawdę sporo, czasem mam wrażenie, że nie umiem normalnie odpocząć. Obiecałam sobie, że podczas urlopu w tym roku po prostu nie ma opcji, żebym odpaliła jakikolwiek program graficzny :D Bo przed wrzucaniem zdjęć to się pewnie nie powstrzymam :P

    OdpowiedzUsuń
  5. ten brak czasu jest okropny. Godzina na fb, godzina na insta, a potem problem bo nie ma czasu. A czas jest - tylko ucieka przez place...

    OdpowiedzUsuń
  6. ahh sama nie potrafie sie odezyczaic od porannego przegladania instagrama i fejsbuka. chociaz próbuje!
    czas tak szybko ucieka przez te aplikacje! :(
    www.czynnikipierwsze.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba nie wpadłam jeszcze w ten wir uzależnienia. Pierwsze co robię przed snem to wyłączam całkowicie dźwięk - nie interesuje mnie nic co przyjdzie po 21- aż do 7 rano;)))
    A gdyby ktoś rozmawiając ze mną przeglądał telefon, podobnie jak przedmówczynie, również bym po prostu wstała i wyszła...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojej! Przepiękny, poruszający i tak bardzo prawdziwy wpis! Ja jestem takim maniakiem hm.. lubię internet, ale nie spędzam na nim aż tyle czasu. Komputer włączam od czasu do czasu w dni wolne (za co niestety ciężko mi się też zabrać do bloga), telefon mam cały czas ale zazwyczaj lezy obok i cisza.. lubię przeglądać, inspirować się bo internet to mocna i duża dawka inspiracji, ale nigdy nie zaczynam dnia od telefonu, och nie! Moj dzień to poranna toaleta, kawa i dopiero wtedy TV czy internet :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

1. Zanim zostawisz komentarz na blogu, zapoznaj się z regulaminem - otwórz ten link w nowej karcie: Regulamin bloga | Prawa autorskie | Polityka prywatności :)

2. Zawsze staram się odwiedzić blogi osób, które pozostawią komentarz pod wpisem.

3. Odpowiadam na komentarze w weekendy - w tym okresie możecie także spodziewać się moich odwiedzin u siebie! :)

4. Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć oraz treści mojego autorstwa. Jeżeli używasz moich tekstów czy zdjęć, nie zapomnij o źródle :) - Tu: przypominam o zapoznaniu się z Regulaminem bloga.

5. Jest mi bardzo miło, gdy dodajecie swoje komentarze pod wpisami, które Was interesują. Motywujecie mnie tym, a jeżeli chcecie sprawić mi prezent - udostępnijcie wpis :)

NAJCZĘŚCIEJ ODWIEDZANE:

DIY #5 - SŁOIK POZYTYWNYCH CYTATÓW - IDEALNY NA PREZENT DLA BLISKIEJ OSOBY

DIY #6: Słoik Pozytywnych Cytatów

"Bądź wierny swojej pasji, bo ona nigdy Ciebie nie zawiedzie, tak jak mogą zrobić to ludzie."

MOTYWACJA NA KAŻDY DZIEŃ - moc pozytywnych cytatów

Bardzo lubię przeglądać inspiracje, które motywują, a zarazem poprawiają nastrój. Które nie budzą wspomnień czy negatywnych emocji, a uruchamiają naszą kreatywność i chęć do zmian. Odpowiednie hasło jest niczym tabliczka czekolady w pochmurny dzień.