A ja żem jej powiedziała... - Książka, która wykroczyła poza moją skalę!


Zobaczyłam tą okładkę i myślę: "Kurde, no znam ją!" Oj, jak bardzo się myliłam...

O ile znam zespół Hey, słyszałam wiele piosenek Kasi, to zdjęcie na okładce mnie totalnie zmyliło i zaciemniło umysł. No, totalny mrok. Nie skojarzyłam, że Katarzyna Nosowska, autorka tejże książki, jest właśnie wokalistką tego zespołu, ale i nie tylko. Byłam wtedy nad morzem, wyszłam właśnie z wielkiego szałasu, w którym odbywał się kiermasz tajniej książki, na które chodzę z wielką przyjemnością, a w samym szałasie zachowuję się jak w transie i nie reaguję na żadne bodźce, a gdyby ktoś wyrwał mi ostatnią książkę z ręki, pewnie doszłoby do rękoczynów. Moja wyobraźnia połączona z niesamowitą pewnością siebie (akurat w tym przypadku) wypowiedziała słowa do mojego rodziciela na wakacyjnym wyjeździe: Ej, a to nie ta, która gra w Ojcu Mateuszu, tą Ewę z policji? Oczywiście, mój tato mnie wyśmiał, co usłyszała prawie cała ulica, na której wówczas staliśmy. I gdyby nie to, że jestem osobą nieśmiałą i w tłumie przeważnie wolę zniknąć, to bym się jeszcze z nim kłóciła! Nie uwierzycie, ale nadal jak patrzę na okładkę, mój mózg chce mi uświadomić, że ma rację. A to, że jest to Kasia Nosowska, a nie Edyta Olszówka, to całkiem inna kwestia. Totalne złudzenie optyczne, któremu nie potrafię się oprzeć. I mimo, że próbuję sobie wmówić, że Kasia to Kasia a nie Edyta, to uważam, że są one do siebie bardzo podobne... Proszę, powiedzcie że jest chociaż cień podobieństwa i nie oślepłam ani nie oszalałam w wieku 23 lat?!

O samej książce dowiedziałam się z bloga Marzeny, która z tego co przeczytałam i zrozumiałam, mimo że się jej obawiała to książka była strzałem w dziesiątkę. Na tylnej okładce zawsze możemy przeczytać, o czym to jest i z czym się to je. Na czerwono widnieje dość spory napis, który zauważyłby myślę każdy.

"Ta książka to petarda!" 

I ja się mogę pod tym obiema rękami podpisać, a jakbym była jeszcze bardziej zdolna i potrafiła pisać stopami, to i ich bym do tego czynu użyła. Jednak odwracam z powrotem książkę, aby ujrzeć okładkę tytułową i znowu dać się złapać, że Kasia to Kasia, a nie Ewa z Ojca Mateusza... I otwieram! A tam czytam:

Oddaję Wam książkę, która - mam nadzieję - zasłuży na miano świetnej towarzyszki podróży, pocieszycielki, przeganiaczki nudy, a może nawet stanie się wsparciem w czasie oczekiwania na odmianę losu dla tych, którzy chwilowo nie są jego pupilami. 

Jeśli jest Wam czasem ciężko, zaufajcie mi, zaufajcie Kaśce!

Pomyślałam, że to dobry przed-wstęp do książki i po przeczytaniu już docelowego wstępu, stwierdziłam że będzie to wielka przyjaźń. Pierwszy akapit dał mi jakiś cień nadziei, której dość dawno nie odczuwałam. Ostatnio dość często czuję, że stanęłam w miejscu, że mimo tego, że idę naprzód, to coś jest nie tak. Obroniłam się? Fajnie, mam wyższe wykształcenie, ale nic z tego nie mam, NIC się nie zmieniło. Praca ta sama, płaca także. Idę dalej na studia, więc nadal jestem studentką, nie zakończyłam tego jakże uroczego tytułu "studentki" na resztę życia i nadal mogę cieszyć się zniżkami... No, max 3 lata. I podobnie myślę też i w innych dziedzinach swojego życia.

Dlatego, jak tylko zaczęłam czytać książkę Kasi, utonęłam w niej. 
Przesiedziałam połowę popołudnia na balkonie z odrętwiałym od byle jakiej pozycji tyłkiem.


Kojarzycie kolorowe książki nasączone pozytywną energią Beaty Pawlikowskiej? Tu miałam małe dejavu, z tym że książka Kasi jest... hmmm jakaś taka dla mnie bardziej życiowa, na luzie i bez presji "czuj się dobrze ze sobą!". Zza następnej strony nie wyskakują w głowie od nadmiaru pozytywnych komunikatów rzygające tęczą jednorożce, a kolorystyka jest stonowana, nie razi po oczach. Krok po kroku, krótko i bardzo zwięźle, używa wielu trafnych i czasami śmiesznych metafor, trafia w samo sedno naszego zwykłego, szarego życia i tych problemów, które nas dotykają. Widać, że przeżyła życie i potrafi mówić bez lęku i złości o tym, co przeżyła. Odpuściła i to mi się podoba. Powyżej na zdjęciu możecie zobaczyć taki a'la tytuł do dalszej części tekstu. Ujęła mnie i urzekła tymi słowami. Są tak prawdziwe, że aż boli. A poniżej, dla tych co książki jeszcze tej w rękach swych nie mieli, dalsza część rozmyślań, do powyższego tytułu.



Może i mam jakiś uraz do kobiet, może i im nie ufam, ale to ulubiony fragment tej książki. No dobra, jeden z wielu ulubionych, bo Kasia porusza wiele bardzo ważnych w życiu kwestii. O modzie, celebrytach, Bogu i religii, fobiach, całym tym show-biznesie, o żądzy zdobywania lajków choćby gołą dupą, tylko po to by zrekompensować sobie jakieś braki, poczuć się na chwilę ważnym.

Swoją drogą powiedzcie mi, czy kobieta, która wrzuca swoje gołe piersi na Instagrama, wyszła by nago na ulicę? Wątpię, bo twarzy tam nie pokazuje, ale widocznie ciśnie ją potrzeba posiadania tych Followersów, którzy i tak na co dzień mają ją daleko w du.... Piszę o tym, bo ostatnio nie raz natykam się na takie fotki młodych dziewczyn i myślę "po jaką cholerę to robisz dziewczyno? spojrzysz na siebie w lustrze?" Nawet raz takiej jednej skomentowałam wpis, to napisała mi w odpowiedzi, że oprócz cycków ma jeszcze dupę i zdanie to zakończyła jakże pięknym ironicznym uśmiechem. Jednak Instagram po kilku zgłoszeniach (oczywiście moich, bo nienawidzę jak głupota szerzy się i muszę na takie gówno natrafiać) usuwał - najpierw poszczególne zdjęcia, a następnie zniknęło całe konto. Nie wiem, czy tą dziewczynę coś to nauczyło, ale przynajmniej nie muszę oglądać jej gołych wymion wpisując hashtag #polishgirl, gdzie chcę znaleźć wartościowe konta.
Po drugie cierpią też na tym oczy dzieci, które Instagrama także mają, no heloł żyjemy w XXI wieku - nikt tego nie przewidział? Będąc na wyjeździe napisała do mnie... uwaga: 10-latka! Która nie została chyba jeszcze nauczona, że w Internecie nie podaje się swoich danych, nie rozmawia z obcymi (trafiła na mnie, nie na zboka o tyle dobrze) i nie opowiada się obcym o swoim życiu po 5 minutach rozmowy. Nie ma jakichś barier wiekowych? Dlaczego Instagram, czy nawet inne strony i portale, nie mogą mieć od razu wbudowanego filtra, który będzie wychwytywał gołe cipki, dupy i cycki, a nawet chu... żeby takie zdjęcia tam nie trafiały?! Nie będzie takich zdjęć od początku, to nie będzie co zgłaszać! Logika prosta, a te spece od aplikacji nie potrafią tego zrozumieć... Biznes is biznes :(

I tak... schodząc całkowicie z tematu książki, od którego odleciałam na odległość co najmniej 10 innych tematów, książka ta jest także o trudnościach, jakie niesie za sobą związek, o uczuciach które w nas zalegają. O tym, jak reklamy wpływają na nasze życie, o dietach i jedzeniu, miłości, rodzinie i dzieciństwie. Tak naprawdę, jest ona po prostu o życiu. Czytając ją co rusz albo się śmiałam, albo w duchu mówiłam sobie "ja też tak miałam! też tak się czułam!" Niesamowite. Normalnie nie sięgam po takie książki, Ci co mnie znają dłużej wiedzą że wolę horrory i bardzo jestem wdzięczna Marzenie, że pokazała tą książkę u siebie na blogu! Jestem nią oczarowana i zachwycona i nie raz do niej wrócę po dawkę tej nadziei, tej motywacji, której mi brakuje dość często. 

Jeżeli miałabym oceniać ją w skali od 0 do 10, gdzie 0 oznaczało by totalny niewypał, a 10 hit tego roku, dałabym tej książce 11.


17 Komentarze

  1. Nono.. pisałaś mi, ze Cię porwała, ale nie sądziłam, że aż tak!

    btw. ograniczenia wiekowe na fejsie i insta są. Nie pamiętam do ilu lat trzeba mieć zgodę rodziców, ale jak dla mnie to fikcja.. bo czy ktoś to weryfikuje? nie sądzę.

    btw2. #polishgirls jest już odblokowany? bo jeszcze chwile temu był na liście zakazanych i jego używanie skutkowało dramatycznym cięciem zasięgów. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porwała mnie i to jak! Czuję, że w ten weekend znowu do niej powrócę, aby przeczytać kilka fragmentów :D

      PS1. może i są ograniczenia na insta, ale czemu nikt tego nie sprawdza... I GDZIE SĄ RODZICE?!

      PS2. odblokowany już dawno, bo z niego wyszukuję od ok 3 miesięcy nowe konta :)

      Usuń
  2. Czytałam już o tej książce. Wydaje się świetna 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. No to muszę ją przeczytać. Uwielbiam Kaśkę za luz, za takie zdrowe podejście do życia. Te zdjęcia z fragmentami przekonują mnie tak bardzo, że muszę dorwać tę książkę. KONIECZNIE

    OdpowiedzUsuń
  4. Może sięgnę po tą książkę kiedyś jak będę miał okazję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze bardziej przekonałaś mnie do tego, że muszę mieć tę książkę :)
    Kiedyś byłam na koncercie Kasi. Szalenie mi się podobało! Pięknie śpiewała, stała w miejscu bez zbędnej choreografii.

    Dobrze wiedziałam kto jest na okładce, ale może masz rację z tym podobieństwem w tym przypadku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to cieszy mnie to, że jednak ślepa nie jestem :D

      Usuń
  6. Czytałam o tej książce bardzo skrajne opinie - od zachwytów po marudzenie. Ale tak to zwyczajnie bywa - jednym się podoba, innym trochę mniej;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się jeszcze z marudzeniem nie spotkałam, ale gusta są różne :D

      Usuń
  7. A ja powiem, żem ją przeczytała i mega mnie rozśmieszyła, ale też pozwoliła złapać dystans do ludzi i nauczyła trochę olewać to co ktoś o mnie mówi. Warto sięgnąć. Ja dam jej mocne 9, bo za cienka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mimo że taka cienka to jednak sporo w sobie zawiera :D

      Usuń

Publikowanie komentarza

Nowsza Starsza