Przejdź do głównej zawartości

Wirtualne dzieciństwo

Źródło: Demotywatory

Cześć kochani!
Dziś czeka Was chyba najdłuższy post, jaki kiedykolwiek się ukazał na blogu. Nie dlatego, żeby Was męczyć. Uważam, że temat jest niezwykle ważny i warto poświęcić chwilkę na to, aby się temu przyjrzeć. Według mnie jest to kolejna choroba XXI wieku (kiedyś pisałam tutaj o samotności (klik)), z którą w jakiś sposób powinniśmy choć trochę zawalczyć. Podjęłam się tego tematu w jednym z esejów, który miałam do napisania i stwierdziłam, że chciałabym się z Wami podzielić moim zdaniem. No to co? Zaczynamy?

***

          Ostatnio, jadąc autobusem wczesną porą, przyglądałam się dzieciom jadącym do szkół. Zauważyłam u nich coś, co jest typowe dla człowieka XXI wieku. Każdy z nas posiada teraz, dzięki szybko rozwijającemu się postępowi, przeróżne gadżety, zaczynając od zwykłych telefonów komórkowych, odtwarzaczy MP3, nowoczesnych smartfonów, poprzez laptopy i tablety, aż po nowość ostatnich miesięcy – super smartwatche. Jest to cecha charakteryzująca nasze czasy. Dzięki tym środkom możemy łatwo i szybko skorzystać z tego, co nas w danej chwili interesuje, bez konieczności pójścia na koncert czy do biblioteki. W małych urządzeniach mamy zamknięty cały dorobek kultury, szybki dostęp do informacji o świecie, a także do słownika. W kilku ruchach możemy zrobić zakupy, porozmawiać ze znajomymi na czatach internetowych i pograć w gry. Dzięki istniejącym aplikacjom, łatwo możemy spersonalizować własne urządzenie, zaplanować cały dzień, zacząć zdrową dietę czy znaleźć dla siebie odpowiedni plan treningowy, ale także istnieją aplikacje, które są zwykłymi pożeraczami naszego czasu. Patrząc na wsiadające dzieci, nie dało się nie zauważyć tego, że większość z nich w dłoni trzymało telefon. Niby nic dziwnego, jak na te czasy, prawda? Nie zastanawiałam się nad tym dłużej i odwróciłam głowę w drugą stronę. Szybko jednak otaczający krajobraz zza szyby mnie znudził i moją uwagę znów przyciągnęły dzieci, które siedziały tuż za mną, a dokładniej ich rozmowa. Nie byłam zbytnio zaskoczona słysząc przechwałki, kto w weekend zdobył wyższy poziom w grze, czy podekscytowanie faktem, że ktoś dodał zdjęcie na Facebook’u, który jest najpopularniejszym portalem społecznościowym. Jednak po chwili zdałam sobie sprawę, że dzieci siedzące za mną, mogą mieć mniej więcej 10 lat. Przeraziło mnie to. Sięgając pamięci do swoich czasów, gdy byłam jeszcze w ich wieku, pamiętam doskonale, że mimo iż istniały już komputery oraz Internet, razem z rówieśnikami mieliśmy całkiem inne tematy do rozmów oraz zainteresowania. Doskonale pamiętam obdarte kolana, które były symbolem wielkich przygód, zabawę w „chowanego” czy skakanie na skakance oraz całe dnie spędzone na dworze z przyjaciółmi, na świeżym powietrzu. W tym momencie moje myśli wróciły z powrotem do autobusu, dzieci i otaczającej rzeczywistości. Zdałam sobie sprawę, że dzieciństwo kiedyś a dziś, to przepaść.

            Dzieci są ważne dla dorosłych, a w każdym razie powinny być. Jak mawiał Horacy „długo trąci tym dzbanek, czym nasiąknie za młodu”. Dzieci, jak każdy człowiek, mają prawdo do „szacunku dla swojej indywidualności, troskliwej opieki i poważnego traktowania jako odrębnej, pełnoprawnej osoby ”. Od dorosłych zależy to, kim będą w przyszłości, bo to właśnie one są przyszłością społeczeństwa. Okres dzieciństwa stanowi nieodzowny etap w rozwoju człowieka. Jest istotnym elementem w strukturze życia społecznego. 

                 Jest rok 2016. Wychodząc z domu ma spacer, przechodzę obok boiska i placu zabaw. Łza się w oku aż kręci, kiedy porównuję lata swojego dzieciństwa z obecnymi, gdy miejsca spotkań, zabaw i pogaduszek zioną pustką lub od czasu do czasu można spotkać garstkę dzieci z rodzicami, tak od święta. Dlaczego to wszystko się zmieniło? Postanowiłam poprosić kilka anonimowych osób, w kilku zadaniach porównały swoje dzieciństwo z obecnymi czasami. 


Marzena:
„Moje dzieciństwo to lata 80-te i początek 90-tych. Era bez telefonów komórkowych, tabletów i laptopów. To trzepak i podchody w lesie. Wakacje u cioci na wsi, ucieczka przed stadem gęsi i jazda na krowie (dziecko z miasta nie wiedziało, że na krowach się nie jeździ). To całe dnie spędzane na powietrzu z paczką przyjaciół. Do domu wpadało się złapać kanapkę i dalej pędziło na łąki. Dopiero w liceum pojawiły się pierwsze telefony. Czy wtedy było lepiej czy gorzej? Tego ocenić obiektywnie nie mogę. Wydaje mi się, ze moje dzieciństwo było ciekawsze. Nie mieliśmy gotowców, trzeba było sobie zabawy wymyślać. Nie mieliśmy miliona kanałów w TV,  tysiąca gier na komputerach i szerokopasmowego Internetu na każde zawołanie. Liczyła się nasza własna inwencja. Byliśmy królami w naszym świecie zabaw. Jednak kiedy teraz obserwuję dzieci.. nosy w telefonach, komputer, komunikacja na odległość.. To smutne. Zanika komunikacja „face to face”. Zanika kreatywność, królują szablony i myślenie systemowe.. smutne. Dzieci wszystko mają podane pod nos, nie muszą się wysilać, bo te wszystkie interaktywne zabawki "zmuszają" je do konkretnych zachowań. Czasem się zastanawiam, co by zrobiły te rzesze dzieciaków, gdyby nagle zabrakło prądu.. po jakim czasie zaczęłoby się tzw. chodzenie po ścianach.”

Ela:
„Mam 36 lat i widzę dużą przepaść między dzisiejszymi czasami, a tymi, w których ja przechodziłam swoje dzieciństwo. Pamiętam, że dużą część czasu spędzałam na dworze, bawiąc się z koleżankami, czasami nie potrzebowałyśmy żadnych zabawek. Wystarczyła nasza wyobraźnia. Rysowałyśmy na asfalcie takie kwadraty i potem skakałyśmy pół dnia grając „w klasy”. Zabawa w piasku, skakanie na gumie czy skakance.. Dużo się bawiłam, a teraz co? Komputery, gry telewizyjne i mnóstwo zabawek, które skupiają uwagę dzieci tylko na elektronice.”

             Jeszcze kilka lat temu na placu zabaw huśtawki były tak oblegane, że trzeba było się ustawić w kolejkę i długo czekać na swoje „5 minut”, chyba że było się w górującej elicie, na szczycie dziecięcej hierarchii, wtedy miało się wyjątkowe przywileje; na drabinkach można było robić przeróżne akrobacje, ćwicząc elastyczność, zwinność i równowagę, a w piaskownicach czasami brakowało wolnych miejsc, aby móc ulepić własny zamek z piasku. Place zabaw tętniły energią i radosnym śmiechem dzieci, które były w swoim żywiole. Zabawa z rówieśnikami na świeżym powietrzu dostarczała nie tylko wspaniałych wrażeń i wspomnień, ale także rozwijała ciało, umysł i psychikę, a co najważniejsze i w obecnych czasach coraz bardziej zanikające, kontaktów społecznych – uczyła rozwiązywania problemów, dochodzenia do kompromisów i zwyczajnej rozmowy. Do gry w piłkę nie potrzebne były drogie sprzęty czy konsole, ale wystarczyły dwie prowizoryczne bramki, trochę miejsca, oczywiście piłka i realni koledzy, z którymi można było wymieniać na żywo, twarzą w twarz, poglądy na tematy, które wówczas przewodziły na świecie. 


             Jak jest teraz? Oblegane dawniej miejsca spotkań dzieci i młodzieży zioną pustką i stają się tłem krajobrazu. Młode pokolenie miejsce zapoznawania się, tworzenia więzi i spotkań towarzyskich ulokowało w Internecie na przeróżnych portalach społecznościowych. Plac zabaw stał się nudnym i nic nieoferującym miejscem, chociaż od czasu do czasu można tam spotkać bawiące się przedszkolaki, co jest głównie inicjatywą rodziców, którzy starają się wychować swoje dzieci. Grupa nieco starsza, 6-17 lat, woli czas wolny spędzać w domu, w swoich czterech ścianach. Czasy komputerów i Internetu przejęły stery nad wychowaniem i teraz to im dzieci przekazują większość swojej uwagi. Wirtualny świat uwiązuje młodzież, która jest naszą przyszłością. Młode pokolenie zajmuje się nieistniejącymi światami, zapominając o tym najważniejszym, który nas otacza. Najgorsza kara dla dziecka XXI wieku to odcięcie go od jego „najlepszego przyjaciela” – komputera. I znów przypomina mi się sytuacja w autobusie i rozmowa dzieci. Po co komu wyjść w wolny weekend z domu, pobawić się na dworze ze znajomymi? No właśnie, trzeba wyjść z domu, trzeba się ruszyć i coś zrobić. Prostsze jest siedzenie na kanapie przez telewizorem czy komputerem i granie w wirtualne gry. W obecnych czasach można zagrać w piłkę nożną ze znajomymi, nie wychodząc z domu. Kiedyś, aby dowiedzieć się czy kolega/koleżanka jest w domu, należało do niej iść. Dziś wystarczy wykonać jeden telefon czy wysłać sms-a. 

         Postęp technologiczny nie jest jedną przyczyną zmian w zachowaniu dzieci. Coraz częściej  dostępne są uzależniające używki typu papierosy, alkohol czy narkotyki. Mimo że istniały już wcześniej, dzieci i młodzież nie miała do nich aż tak łatwego dostępu. Problem sięga powoli coraz młodszych osób. 

          Kolejną i według mnie najgorszą z przyczyn są „wyluzowani” rodzice. Rolą rodzica jest wychowywanie dziecka, według Stanisława Rucińskiego jest to wprowadzanie w wartościowy świat, w wartościowy sposób życia. Czy takim, wartościowym, życiem jest koczowanie przed komputerem? To rodzice decydują o swoich pociechach, o tym jacy będą w przyszłości, jak będą się zachowywać. Rodzice odpowiadają za czas wolny swoich dzieci. Pozwalają, starszym i młodszym, na to, czego oni nie robili, usprawiedliwiając się tym, że ich dzieci mają prawo zasmakować tego, czego oni sami nie mieli, a także nie czuć się gorzej w towarzystwie rówieśników, bo kolega czy koleżanka z klasy „to” ma. Jakiś czas temu zadałam koleżance pytanie - skoro narzekasz, że Twój syn ciągle siedzi przed komputerem i gra w gry, po co mu je kupujesz?, usłyszałam tylko wytłumaczenie bo jego koledzy mają i żeby nie czuł się wykluczony. Jest w tym trochę prawdy, ale zataczamy w ten sposób błędne koło. Nic się nie zmienia i wciąż jest tak samo. Wciąż narzekamy i popełniamy te same „błędy”. Rodzice zapominają, że można się świetnie bawić bez użycia komputera i zająć dziecko czymś innym – rysowaniem, czytaniem, itp. Dorośli są wiecznie zabiegani i nie mają czasu dla swoich dzieci, dlatego kupują różne gadżety, żeby mieć tzw. święty spokój. Wiedzą, że dziecko teoretycznie bezpiecznie spędza czas, a oni przy okazji mogą odpocząć. Jednak w praktyce nie zawsze jest to bezpieczne. W Internecie czyhają na młodych ludzi różne niebezpieczeństwa. „Mieć czas dla dziecka - to początek wszelkiego wychowania .” Uzależnienie od elektroniki obejmuje większość młodzieży (ale także dorosłych) na świecie. Bardzo mało dzieci jest w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której podwórka były zapełnione bawiącymi się dziećmi, a komputery były odskocznią od czasu do czasu. Dawniej nie była do przyjęcia sytuacja, w której nastoletni człowiek przychodzi i prosi o papierosa. Dookoła słychać wulgarne słownictwo, które na stałe wpoiło się jako mowa ojczysta. Do każdego zdania wrzucane są dodatkowe wulgarne epitety, które wyparły zwyczajne polskie przymiotniki.

            Reasumując, zachowanie dzisiejsze dzieci i młodzieży, zależy od wielu czynników. Ma na nie wpływ przede wszystkim wychowanie przez rodziców, jak i placówki edukacyjne. Wolny weekend zamiast spędzić wspólnie z rodziną na świeżym powietrzu, zamieniany jest na czas spędzony w domu, gdzie każde z domowników zamyka się z swoim wirtualnym świecie. Rodzice powinni pokazywać, jak oni sami kiedyś spędzali czas, więcej uwagi poświęcać dzieciom, które się jej domagają. Rozwój technologii jest w dużym stopniu sprawcą tego, ze dzieci biernie spędzają czas wolny. Uzależnił zdecydowaną większość ludzi na świecie, w tym właśnie młode pokolenie, które naśladuje osoby ze swojego najbliższego otoczenia, głównie dorosłych i rówieśników. Czy świat idzie w dobrym kierunku? W przyszłości technika zastąpi wszystkie rodzaje spędzania wolnego czasu z lat wcześniejszych. Już teraz można zauważyć, że książki odchodzą do lamusa, biblioteki odwiedzają dzieci tylko po to, aby wypożyczyć lekturę szkolną. Obyczaje i tradycja muszą dostosować się do tego, aby przetrwać. W jakich czasach przyjdzie więc żyć naszym dzieciom za parę lat?

Z tym pytaniem Was pozostawiam.  Nie musicie na nie odpowiadać teraz, nawet jutro. W wolnej chwili warto zastanowić się czy aby na pewno wszystko zmierza w dobrym kierunku. 
Chciałabym także poznać Wasze zdanie na temat obecnych czasów. Jak Wy to widzicie?


Komentarze

  1. Że tak się powtórzę...
    Kiedy patrze na dzisiejsze dzieci i młodzież, ale i dorosłych zastanawiam się... czy wystarczy miejsc w szpitalach psychiatrycznych, kiedy nasze ukochane Słońce głośniej puści gazy i cała elektronika pójdzie w.... a my cofniemy się do czasów maszyny parowej... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo ze ja mam moze dopiero 19 lat to i tak widze ogromna roznice mojego dziecinstwa a tego jak teraz wychowuje sie moj 9 letni brat. Zabawy bez gadzetow byly najlepsze. Chcialabym kiedys wychowac swoje dzieci nie pozwalajac im az tak marnowac dnia w telefonach.

    magdawiglusz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Np. syn mojej siostry potrafi bardzo płynnie czytać i szybko, dobrze liczy nawet zna już parę bardziej zaawansowanych słów z języka angielskiego jak na jego wiek (chodzi do drugiej klasy razem z jego młodszą siostrą)a ciągle gra na komputerze, jego młodsza siostra o rok nie interesuje się laptopem, telefonem, bawi się sama wymyśla różne rzeczy a czytać ledwo co, skupić na nauce też nie bardzo-także to zależy też od dziecka myślę... a od rodziców, bo sami wpadli w tą pułapkę "nowoczesności"-skoro oni sami używają takich rzeczy to dziecko zawsze będzie chciało robić to co dorosły i "papugować" więc dla mnie nie ma winy ,w tym że wszystko poszło tak bardzo naprzód zależy to i od dziecka i od rodzica :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak głównie od rodzica, bo dziecko samo sobie nie weźmie telefonu :)

      Usuń
  4. Jak to mój tata mówi, że obecnemu pokoleniu wystarczyło by odłączyć prąd i będzie koniec świata. Akurat coś w tym jest. Moja znajoma ze szkoły ma trójkę dzieci, gdy do jednego przychodzą koledzy na cały dzień, to daje im maksymalnie 2 godziny zabaw na tablecie i innych urządzeniach, po czym wszystko muszą jej złożyć na stole. Powiedziała, że ponarzekają ale za chwile przynajmniej zaczynają wymyślać kreatywne zabawy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. trudno nie zgodzić się z Tobą. Cieszę się, że miałam inne dzieciństwo. Piłka, boisko, trzepak i rower. Zdarte kolana, choć wtedy bolały i przyprawiały o łzy, dziś wywołują uśmiech na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ukrywam że naprawdę wyczerpujący post. Ja sama pamiętam jak byłam dzieckiem to nie miałam telefonu a wszystkie dzieci z osiedla wiedziały gdzie się spotkać. Zabawa w chowanego, podchody, skakanie przez gumę, fikołki na trzepaku itd.. przychodziłam pod blok meldujac się że jest ok lub prosząc mamę aby zrzuciła mi 2zł na picie i loda.
    Na komunię dostawało się plastikowy zegarek i było ok
    A teraz? To co się dzieje to jakiś koszmar... Dzieci z tabletami zamiast spędzić czas na spacerze, place zabaw prawie puste, każdy tylko wpatrzony w telefon. Wszystko tak jakby się zamknęło w elektronice... Spotkanie z przyjaciółm? Ciężko jest aby ktoś siedział i słuchał a nie gapił się na FB w telefonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wołanie mamy z dołu aby zrzuciła 2 zł na lody czy chipsy... a jak się znalazło na ulicy 5 zł to był MAJĄTEK (dla dziecka oczywiście)! :) Bardzo dobrze to pamiętam :)

      Usuń
  7. Najsmutniejsze jest to, że teraz tablety, komputery, telefony zastąpiły w dużej mierze zwykłe relacje między ludzkie. Dzieciaki jak się spotykają to grają w gry.... Jak byliśmy na feriach, to rodzice dzieciom podsuwali telefon aby mieć spokój i móc zjeść śniadanie i wypić kawę. Dzieci, które miały może z rok oglądały na telefonie bajki, grały. Dzieci do 3 roku życia nie powinny z tego korzystać. Ostatnio zapytano mnie co zrobić, żeby mała księżniczka nie musiała mieć telefonu gdy jedzie wózkiem na spacer. Dla mnie to jasne nie pokazywać, że tak w ogóle można. Dziecko samo nie wymyśli i naprawdę można do 3 roku życia wytrzymać i nie dać tabletu do zabawy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutny widok, gdy rodzice chcą tak spławić swoje dzieci...

      Usuń
  8. Sama nie raz zastanawiam się nad poruszanym przez Ciebie w tym poście tematem. Oczywiście ze wszystkim można się zgodzić. My jesteśmy innym pokoleniem i to co teraz się dzieje odbieramy inaczej. Trzeba jednak spojrzeć na to z drugiej strony. Obecnie dzieciaki "rodzą się już z tą technologią w rękach". Jest to dla nich oczywiste. Jest to oczywisty element ich rzeczywistości, tak jak kiedyś dla nas podwórko, trzepak czy guma. Gdyby tak zechcieć wychowywać dziecko z dala od tego całego elektronicznego badziewa, pozbawiłoby się go części jego świata/wyznacznika pokolenia. Tego co mają wszyscy jego rówieśnicy. Jak wówczas odnalazło by się w tym świecie? Pewnie nijak.Może było by postrzegane jako dziwak? Nie ma więc dobrego rozwiązania dla tej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, przez jednostkę świata się nie zmieni

      Usuń
  9. Jejku, to trochę smutne... niektóre dzieci naprawdę marnują sobie dzieciństwo technologią... to kiedyś zadziała na ich mózg ): no cóż, takie czasy /:
    Mój blog - kliknij! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeraża mnie to, że teraz dzieci spędzają więcej czasu przed telewizorem lub innymi gadżetami zamiast wyjść na podwórko i pobiegać. To też wina rodziców w sumie, że zamiast pokazać im zabawki wolą je zająć czymś innym co nie koniecznie jest dobre. Mam nadzieję, że to się zmieni, to dziwnie patrzeć mi na dzieci w 0, które zamiast opowiadać sobie o lalkach/samochodach opowiadają sobie o nowych appkach...

    >> VANILLIA96.BLOGSPOT.COM <<

    OdpowiedzUsuń
  11. Sama pamiętam jak jako 5-letnia dziewczynka wolałam wyjść do koleżanki niż siedzieć na komputerze. Jak patrzę na moje młodsze rodzeństwo, to zastanawiam się co z nich będzie...
    Pozdrawiam
    http://just-do-one-step.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś karą było siedzenie w domu i zakaz wyjścia na dwór, teraz jest odwrotnie - dzieci uważają, że karą jest wyjście na podwórko..

      Usuń
  12. Doskonale rozumiem ten post, bo sama odczuwam ból, gdy widzę dzieci, które są przyklejone do telefonu (najczęściej). Może nie jestem jakaś bardzo stara, ale pamiętam, podobnie jak ty, że jak byłam mała był internet, ale wszystko tętniło życiem. Dzieci pozostawały dziećmi i najczęściej bawiły się, ot tak po prostu. Teraz dzieci przypominają małych dorosłych, ciągle wpatrzonych w ekran, a do tego ciągle brakuje im czasu na normalne czynności. Jak przeczytałam, że w wieku 10 lat miałaś z rówieśnikami inne tematy do rozmów niż facebook czy teraz popularne serduszka na instagramie lub punkty na snapchacie to aż łezka się w oku kręci. Pamiętam te popularne gry, które w przenośni umarły, jak zabawa w chowanego, gra w klasy, kalambury itd. Place zabaw świecą pustkami, i gdyby nie ty nie zwróciłabym na to, aż tak uwagi, ale tak teraz myślę, że masz ogromną rację. Place zabaw są wymarłe, coraz mniej dzieci przebywa na dworze na świeżym powietrzu, a nawet jeśli to tylko z przenośnym ekranem.

    Bardzo, bardzo prawdziwy post, do bólu. Szkoda, że musi być prawdziwy :( Szkoda, że to wszystko jest teraz teraźniejszością, a nie wymysłem jakiejś fantastycznej książki...

    Pozdrawiam ♥
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale ciekawe co będzie za kilka lat...

      Usuń
  13. Niby to smutne... Ale jak pomyśleć to za 30 lat ludzie będą mówić, że te dzieci z "XXIw." mieli super dzieciństwo itd., a "teraźniejsze" dzieciaki to masakra... Technika niestety idzie coraz bardziej do przodu (ma to plusy i minusy) i przed tym ciężko jest się uchronić.

    Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  14. O jezu to jest straszne :(((
    Ja miałam chyba ostatnie lata takiego prawdziwego dzieciństwa....
    Świetny post na prawdę!


    Zapraszam do mnie <3
    -------> BLOG VANILOVE

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

- - Zawsze staram się odwiedzić blogi osób, które pozostawią komentarz pod wpisem.
- - Odpowiadam na komentarze w weekendy - w tym okresie możecie także spodziewać się moich odwiedzin u siebie! :)
- - Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć oraz treści mojego autorstwa. Jeżeli używasz moich tekstów czy zdjęć, nie zapomnij o źródle :)
- - Jest mi bardzo miło, gdy dodajecie swoje komentarze na dany temat, ale także jest to dla mnie niezwykle motywujące. Bardzo Wam dziękuję :)

Popularne posty z tego bloga

💗 DIY #5 - Słoik Pozytywnych Cytatów na 2017 rok 💗

"Czas zostać sławnym – czyli jak założyć i prowadzić bloga modowego"

Cześć :)
Dzisiaj przychodzę do Was z całkowicie inną tematyką, niż zazwyczaj - taka mała niespodzianka :)
Otóż ostatnio dostałam ciekawą propozycję od pewnej osoby, aby popracować razem. Moim gościem na blogu jest Kasia Sopicka, pasjonatka mody, która uwielbia dobierać ubrania i tworzyć z nich własne stylizacje.
A więc przejdźmy do rzeczy!

Dzisiejszy temat to:
Czas zostać sławnym – czyli jak założyć i prowadzić bloga modowego.
Myśli o założeniu własnego bloga modowego wracają do ciebie za każdym razem, gdy ktoś komentuje twój świetny gust i nowe, modne ubrania? Czujesz się w temacie mody jak ryba w wodzie? Na co czekasz? Czas na założenie swojego pierwszego bloga modowego!
Czy blog modowy jest właśnie dla mnie? Nie jest łatwo odpowiedzieć sobie na to pytanie, gdyż każdy z nas jest inny. Jeśli jednak jesteś osobą systematyczną, pełną pasji, zakochaną w modzie, to blog modowy jest właśnie dla ciebie. Pamiętaj o tym, że w tydzień ani dwa nie staniesz się następczynią Kasi Tusk, jednak powo…

Jak odzyskać stracone zaufanie?

„By odbudować zaufanie, które zburzyłeś jednym ruchem , potrzebujesz dobrego materiału w maksymalnie dużych ilościach.”

Pytania na aska .

Dodam tu coś, co odbiega od głównej myśli mojego bloga. Jednak komuś może się to przydać.To są moje pytania, które ja wam wymyślałam i zbierałam je w wordzie. Jakoś od końca wakacji.Jeżeli ktoś nie ma weny, to może sobie skopiować ;3 Będę co jakiś czas akutalizować te pytania o nowe :)

DIY #3 - Organizer, planer, kalendarz

Heeej! Do dzisiejszego postu zainspirowała mnie wczoraj trochę Draqilka D. z bloga Draqilka D. miłość... pasja... muzyka... - od razu podaję link do postu, który mnie zainspirował do tego (klik).  Ona tam opisywała jak zrobić swój Bullet Journal - osobisty organizer, nasz własny system notatek. Zachęcam każdego ciekawskiego do przeczytania jej postu. Sama od dawna miałam w planie zrobić kalendarz, który będzie mi odpowiadał pod każdym względem. Wiadomo jak to jest z tymi, które możemy kupić. Musimy się podporządkować pewnemu systemowi, który jest tam zawarty - kalendarz, notatnik, indeks, plan lekcji dla uczniów, itp. To ostatnie jest dla mnie niestety zbędne i irytujące. Dlaczego nie robią także kalendarzy dla studentów zaocznych? Kiedy potrzebuję mieć dużo miejsca w dniach takich jak piątek, sobota, niedziela, tak naprawdę mam te dni zwężone, że nie mam miejsca na zapisanie swoich zajęć, planu dnia. Zawsze marzyłam o takim kalendarzu, który także będzie moim organizerem, w którym b…